środa, 24 kwietnia 2013

Rozdział 1

Jechałam samochodem jeszcze z jakieś pół godziny. Do szkoły nie było daleko, ale korki spowodowane pogodą wszystko umieją przedłużały.
Gy wychodziłam z limuzyny podbiegło do mnie kilka dziewczyn, które składały mi żczenia i wręczały prezenty. Nie były dla mnie kimś ważnym, kojarzyłam je tylko z wyglądu. Najprawdopodobniej chciały się wkręcić na moją imprezę. Ku ich nieszczęściu nie je szybko spławić. Nie miałam ochoty stać tam i wysłuchiwać jaka to ja jestem piękna i wgl.
Wchodząc już do budynku kątem oka zobaczyłam Eleonor. Szybko podbiegłam do niej, by sie przywitać. Jak zwykle wyglądała perfekcyjnie. Idealnie pofalowane włosy opadające na zieloną bluzkę z ćwiekami i moje ulubione czarne spodnie.


-hej, najlepszego- uścisnęła mnie- prezent dam ci na imprezie. Jezu czy one nie mogą sobie odpuścić- wskazała kiwnięciem głowy na dziewczyn bacznie mnie obserwujące- Co roku ich nie zapraszasz, a one co roku mają nadzieję że to się zmieni.
Naszą rozmowę przerwał głośny dźwięk dzwonka. pierwsza była biologia z panem Smith'em. Usiałyśmy w ostatnim rzędzie. Lekcja była tak nudna, że gdyby nie El to przespałabym całą. I tak mijały kolejne lekcje, po czym nadeszła godzina sądu ostatecznego- rozdawanie zaproszeń na moje urodziny. Na stołówce podchodziłam do odpowiednich stolików i wręczałam przepustkę do raju, aju w ktorym karzdy chciał sie znaleźć chociaż na pięć sekund. Ja wręczałam zaproszenia a Eleonor nabijała się z min osób którzy nie doznali zaszczytu, oczywiście robiła to po cichu tak żebym tylko ja mogła ją usłyszeć.
Po szkole miałyśmy jeszcze dużo czasu. Wybrałyśmy sie razem na kawę. Uwielbiałam jej delikatny aromat.
- Muszę ci coś powiedzieć- zaczęła- i też w pewnym sensie poprosić.
-Słucham
-Bo... Ja kogoś poznałam... I...- nie musiała kończyć. Przerwałam jej swoim piskiem. Byłam ciekawa jaki on jest, kim jest itp. Bo El trudno jest przypaść do gustu- Ma na imię Louis, jest mega przystojny, zabawny, romantyczny i wiem że coś tam śpiewa, ale nie wiem dokładnie, bo wolał unikać tego tematu.
-A jak go poznałaś?
- Wpadłam na niego na ulicy. Czy to nie jest urocze? Jakby los chciał żebyśmy się poznali.
- Nie, to nie jest urocze, a zwłaszcza dlatego, że gadasz jakbyś była chora psyhicznie. To przecież był zwykły wypadek- nie należe do osób które podkolorowują każdy szczegół jakiejś historii. Lubię trzymać się faktów.

***

Gdy wróciłam do domu prawie nie czułam nóg. Wysokie szpilki nie były zbytnio wygodne, ale cóż... żeby być piękną trzeba cierpieć. Poszłam do pokoju i weszłam na tt. Ludzie zasypywali internet tweet'ami na temat imprezy. Nagle ktoś zapukał do drzwi
- Proszę
- Panienka wybaczy...- Mówiła Margaret wchodząc z koktailem z truskawek- ale ojciec panienki potwornie się niecierpliwi i prosi o jak najszybsze spotkanie
- Boże, zabije mnie. Kompletnie zapomniałam- uderzyłam się w czoło- Oczywiście, już do niego idę.- Wypiłam szybko napój i zbiegłam na dół do stajni- Strasznie cię przepraszam, zapomniałam. za bardzo się przejęłam urodzinami.- zaczęłam się tłumaczyć
- Spokojnie, nie gniewam się. Mam dla ciebie preent- no prosze co za niespodzianka. Miałam tylko nadzieję że to nie jest coś w stylu konia, bo jednego dostałam już na 15- Wsiądź proszę na Tobiego. Muszę cię gdzieś zabrać- powiedział wskazując na stojącego obok rumaka. Wykonałam polecenie. Przejechaliśmy przez ogród i zanleźliśmy się przed niewielkim domem.



Dziwne... nigdy wcześniej go tu nie widziałam. Może dlatego że nie za często bywam w tej części pałacu. Nie rozumiałam tylko po co mnie tu zabrał.
-dla ciebie- zamurowało mnie. Co on miał na myśli? Chyba zauważył mój wyraz twarzy- będziesz mogła tutaj mieć lekcje ze śpiewu, tańca i grania na pianinie, a na górze masz coś w stylu sypialni, jak się zmęczysz nie będziesz musiała iść do pałacu, tylko odpoczniesz tutaj- dopiero teraz zauważyłam, że nie doceniałam go. Obdarzył mnie teraz zaufaniem, a ja nie mogłam tego zepsuć.
-dziękuje- przytuliłam go mając łzy w oczach. Można powiedzieć że jestem dobrą aktorką co do takich spraw.- naprawdę bardzo mi się podoba. Mogę zajrzeć do środka?- po chwili już byłam w budynku. Faktycznie, na dole znajdowała się tylko kuchnia z łazienką i wielka sala z lustrami i pianinem na środku.
Na górzę natomiast łóżko, szafa, biurko i dwa krzesła. Pewnie do korków z matematyki.
Po oprowadzce musiałam wracać do pałacu, za chwilę przyjeżdżała El pomóc mi się szykować. Muszę się dowiedzieć czy Louis pojawi się na przyjęciu. Zaciekawił mnie ten chłopak... no bo wkońcu nie często można spotkać El z chłopakiem, który potrafi śpiewać... Wsiadłam szybko na konia. Pobiegłam szybko do łazienki. Umyłam włosy i wysuszyłam je, starannie wyszczotkowałam zęby. Lubiałam mieć świadomość że mój oddech pachnie miętą. Dla zabicia czasu zaczęłam oglądać jakieś czasopisma. Po jakiś 10 minutach przeszła Eleonor z jakąś trobą, w której najprawdopodobniej były ubrania na dzisiejszy wieczór. Poszłyśmy do garderoby.




Gdyby nie ona, nie miałabym w co się ubrać. Zabrałyśmy się za szukanie jakiejś bluzki.
- i jak tam z twoim Louisem? Pojawi się? No... Chyba że jest zmyślony, wtedy nie musisz go przyprowadzać- puściłam jej oczko. Uśmiechnęła się lekko
- to było tylko raz, a pozatym 3 lata temu. Oczywiście że przyjdzie, tylko może się trochę spóźnić, mówi że ma jakąś ważną próbę z zespołem... A i pytał się czy może ich zaprosić. Podobno są całkiem ogarnięci.
-pewnie, tylko niech nie piszą wszystkim że będą ze mną. Już i tak bd tam dużo paparazzi.
- no właśnie... Bo ja mu w pewien sposób... Znaczy... Ja mu nie powiedziałam kim jesteś
- a... To dobrze- poszłam do pomieszczenia w którym znajdowały się buty. Po wyszukiwaniu się wezwalam makijażystów. Po 45 minutach byłyśmy gotowe.

 Ja miałam na sobie:







A El:



 Wsiadłyśmy do limuzyny i pojechałyśmy do klubu. Czekało tam na mnie ok.20 osób. Zaczęli mi dawać prezenty. Mam nadzieję że domyślają się że mój tata ma na tyle dużo kasy, że wysarczy mi ubrań i kosmetyków i kupili mi coś orginalnego. Z każdą minutą przychodziło coraz więcej osób. Zaczęłam tańczyć do muzyki puszczanej właśnie przez jakiegoś DJ'a. Chwilę potem dołączyła się El i jeszcze jakaś dziewczyna. Chyba miała na imię Jessica. Tak... Jess, która siedzi za mn na angielskim. Gdy się zmęczyłyśmy poszłyśmy na małego drinka i zaczęłyśmy gadać o babskich sprawach. I tak w kółko- taniec i gadanie, taniec i gadanie. El po pewnym czasie dostała SMS'a, że jej książe na białym rumaku ma za chwilę do nas przyjechać. Nie ukrywam że byłam trochę podekscytowana. Był to jej pierwszy chłopak którym aż tak się chwaliła. Zazwyczaj przesyłała mi SMS'a że jest z kim, a po miesiącu dostawałam kolejnego, że to już skończone. Z nim było inaczej. Gadała mi o nim przy każdej możliwej okazji. Odruchowo poszłam za nią. Ciekawość wygrywała z kulturą. Oczywiście nie obyło się bez krótkiej wymiany zdań z gośćmi. Gdy w końcu doszłam do drzwi wejściowych, zobaczyłam El i trzech niczego sobie chłopaków. Ten przy dziewczynie to pewnie... Louis? Chyba tak miał na imię. A więc kim byli pozostali?
- Em... Vanessa... To jest Louis, Niall i Zayn. Chłopcy... Vanessa, moja przyjaciółka- przedstawiła nas sb. Uśmiechnęłam się i podałam im rękę.


______________________________________________________________________
Hej :)
Wiem, trochę kiczowate, ale jeszcze rozkręci się :P
Proszę bardzo o komentarze.

Ps. Mam wstawiać zdjęcia stroi czy wolicie opisywanie?

Pozdro A.