piątek, 24 maja 2013

Rozdział 2


Poszliśmy do strefy dla VIP-ów (mogli w niej siedzieć tylko bliskie mi osoby i ważni goście).
Nie zdążyliśmy usiąść na kanapach, a już Louis porwał El do tańca. Świetnie! I co ja mam teraz zrobić z tą dwójką. Blondyn popędził do stolika z przekąskami. Ile on morze tego jeść? Patrzyłam na to z lekkim niedowierzaniem. Czemu był tai chudy skoro potrafił tak dużo jeść?
- on tak zawsze, nie przejmuj się- wyrwał mnie z zamyślenia mulat. Rzuciłam mu pytające spojrzenie-  On po prostu tak ma. Jego miłością jest jedzenie.
- aha? No nieważne. A tak właściwie, to skąd znasz Louisa?- nie miałam ochoty rozmawiać o żarłoku, który najprawdopodobniej zje zaraz cały klub.
- razem braliśmy udział w X-Factorze. I zdecydowali, że z całej naszej piątki zrobią zespół. I tak oto jesteśmy tym kim jesteśmy.
-czekaj... jakiej piątki? I kim teraz jesteście? Znaczy wiem, że coś tam śpiewacie.
- Bo ogółem jest na pięciu, tylko jeden ma właśnie gorsze dni i wolał zostać w domu, a drugi wolał swoją dziewczynę- przestał mówić i czekał chyba na moją reakcje. Gdy nie zauważył żadnej zmiany w moim zachowaniu, wziął głęboki oddech- serio nie wiesz kim jesteśmy?
- no przepraszam, że nie szukam w internecie tak wielkich gwiazd jak ty i nie oglądam głupich seriali- uśmiechnął się lekko, wstał z kanapy i poszedł do blondyna.
Resztę wieczoru przetańczyłam. Udało mi się nawet porozmawiać z blondynem, gdy robił sobie przerwę od jedzenia lub tańca.

***

Promienie słońca delikatnie przeciskały się przez szpary w żaluzjach. Na niebie nie było widać ani jednej chmurki. Idealna pogoda na  park. Szybko zadzwoniłam do El. Jak przyszła pokazałam jej prezent od taty. Pewnie teraz to to będzie naszym miejscem spotkań. Zaraz po tym poszłyśmy do parku. Usiadłyśmy na jednej z ławek przy stawie.
- I jak?- posłałam jej pytające spojrzenie- no jak oceniasz Louisa
- Aaa... No... Jest nawet w porządku.- odrazu zrobiła smutną minę- no co? nie mogłam z nim za długo pogadać bo cały swój czas przeznaczał na ciebie. sama sobie się dziwie jak ja wogle do niego zagadałam. Nawet na chwilę nie można było was rozdzielić.
- A reszta? Zachowywali się przyzwoicie? Z tego co mi Lou opowiadał to mają czasami z tym problemy.
- Em... Z mulatem nawet fajnie się gada, a z tym drugim... praktycznie cały czas coś jadł, ale też jest miły
Poszłyśmy potem jeszcze na lody i wróciłam do domu. Od razu po przekroczeniu progu obok mnie stanął John.

-ojciec panienke wzywa
- czego on znowu chce. Dobra już idę
Nie miałam teraz ochoty z nim rozmawiać. Pewnie chce na mnie nawrzeszczeć bo za dużo było paparazzi na urodzinach. Trudno. I tak chyba nie zrobili mi żadnego zdjęcia.
-hej tato. Wzywałeś mnie?
- Tak, chciałbym z tobą porozmawiać o twoich stopniach- świetnie, czyli,że jak nie urodziny to szkoła-widzę, że opuściłaś się trochę w matematyce. Możesz mi wyjaśnić co się dzieje?przeciez miałaś zawsze dobre oceny.
- Jezu, po prostu przerabiamy temat z którego jestem słabsza, ok?
- Czyli na pewno nie potrzebujesz żadnych korepetycji? Ja sią tylko o ciebie troszcze. Córka króla powinna się dobrze uczyć, przeciez wiesz.
-Tak wiem tato. Nie potrzebuje żadnych korków. Mogę juz iść? jestem trochę zmęczona, a jeszcze mam
mieć lekcje z baletu.
- no dobrze. Ale wiedz ze zawsze możesz do mnie przyjść jak będziesz miała problemy.
Szybko wróciłam do pokoju, wzięłam laptopa i strój i poszłam do mojego domku. Tylko tam mogę mieć chwilę spokoju. Tylko ja, tata, El i moi nauczyciele wiedzieliśmy o nim. Po jakiś 5 minutach przyszła pani od baletu, po niej pani od pianina, a potem pani od śpiewu. Gdy skończyłam wszystkie lekcje marzyłam o tym, aby położyć się chociaż na 30 min do łóżka. Weszłam na górę i rzuciłam się na łóżko.

***

-Jezu Vanessa pobudka. Obudź się ty zaśmierdziały leniu.
-Dobra już- odtworzyłam oczy i ujrzałam El wrzeszczącą mi w twarz- O co chodzi/ Nie mogę się nawet porządnie wyspać?
- Chce ci wynagrodzić to że nie mogłaś pogadać na swoich urodzinach z Lou i zabieram cię do kina.

______________________________________________________________________
Hej!
Przepraszam że tak długo musieliście czekać na nowy, ale mam na prawdę dużo spraw teraz na głowie,  chce żeby to co wam daje było przynajmniej do zniesienia :)
Pozdro A






środa, 24 kwietnia 2013

Rozdział 1

Jechałam samochodem jeszcze z jakieś pół godziny. Do szkoły nie było daleko, ale korki spowodowane pogodą wszystko umieją przedłużały.
Gy wychodziłam z limuzyny podbiegło do mnie kilka dziewczyn, które składały mi żczenia i wręczały prezenty. Nie były dla mnie kimś ważnym, kojarzyłam je tylko z wyglądu. Najprawdopodobniej chciały się wkręcić na moją imprezę. Ku ich nieszczęściu nie je szybko spławić. Nie miałam ochoty stać tam i wysłuchiwać jaka to ja jestem piękna i wgl.
Wchodząc już do budynku kątem oka zobaczyłam Eleonor. Szybko podbiegłam do niej, by sie przywitać. Jak zwykle wyglądała perfekcyjnie. Idealnie pofalowane włosy opadające na zieloną bluzkę z ćwiekami i moje ulubione czarne spodnie.


-hej, najlepszego- uścisnęła mnie- prezent dam ci na imprezie. Jezu czy one nie mogą sobie odpuścić- wskazała kiwnięciem głowy na dziewczyn bacznie mnie obserwujące- Co roku ich nie zapraszasz, a one co roku mają nadzieję że to się zmieni.
Naszą rozmowę przerwał głośny dźwięk dzwonka. pierwsza była biologia z panem Smith'em. Usiałyśmy w ostatnim rzędzie. Lekcja była tak nudna, że gdyby nie El to przespałabym całą. I tak mijały kolejne lekcje, po czym nadeszła godzina sądu ostatecznego- rozdawanie zaproszeń na moje urodziny. Na stołówce podchodziłam do odpowiednich stolików i wręczałam przepustkę do raju, aju w ktorym karzdy chciał sie znaleźć chociaż na pięć sekund. Ja wręczałam zaproszenia a Eleonor nabijała się z min osób którzy nie doznali zaszczytu, oczywiście robiła to po cichu tak żebym tylko ja mogła ją usłyszeć.
Po szkole miałyśmy jeszcze dużo czasu. Wybrałyśmy sie razem na kawę. Uwielbiałam jej delikatny aromat.
- Muszę ci coś powiedzieć- zaczęła- i też w pewnym sensie poprosić.
-Słucham
-Bo... Ja kogoś poznałam... I...- nie musiała kończyć. Przerwałam jej swoim piskiem. Byłam ciekawa jaki on jest, kim jest itp. Bo El trudno jest przypaść do gustu- Ma na imię Louis, jest mega przystojny, zabawny, romantyczny i wiem że coś tam śpiewa, ale nie wiem dokładnie, bo wolał unikać tego tematu.
-A jak go poznałaś?
- Wpadłam na niego na ulicy. Czy to nie jest urocze? Jakby los chciał żebyśmy się poznali.
- Nie, to nie jest urocze, a zwłaszcza dlatego, że gadasz jakbyś była chora psyhicznie. To przecież był zwykły wypadek- nie należe do osób które podkolorowują każdy szczegół jakiejś historii. Lubię trzymać się faktów.

***

Gdy wróciłam do domu prawie nie czułam nóg. Wysokie szpilki nie były zbytnio wygodne, ale cóż... żeby być piękną trzeba cierpieć. Poszłam do pokoju i weszłam na tt. Ludzie zasypywali internet tweet'ami na temat imprezy. Nagle ktoś zapukał do drzwi
- Proszę
- Panienka wybaczy...- Mówiła Margaret wchodząc z koktailem z truskawek- ale ojciec panienki potwornie się niecierpliwi i prosi o jak najszybsze spotkanie
- Boże, zabije mnie. Kompletnie zapomniałam- uderzyłam się w czoło- Oczywiście, już do niego idę.- Wypiłam szybko napój i zbiegłam na dół do stajni- Strasznie cię przepraszam, zapomniałam. za bardzo się przejęłam urodzinami.- zaczęłam się tłumaczyć
- Spokojnie, nie gniewam się. Mam dla ciebie preent- no prosze co za niespodzianka. Miałam tylko nadzieję że to nie jest coś w stylu konia, bo jednego dostałam już na 15- Wsiądź proszę na Tobiego. Muszę cię gdzieś zabrać- powiedział wskazując na stojącego obok rumaka. Wykonałam polecenie. Przejechaliśmy przez ogród i zanleźliśmy się przed niewielkim domem.



Dziwne... nigdy wcześniej go tu nie widziałam. Może dlatego że nie za często bywam w tej części pałacu. Nie rozumiałam tylko po co mnie tu zabrał.
-dla ciebie- zamurowało mnie. Co on miał na myśli? Chyba zauważył mój wyraz twarzy- będziesz mogła tutaj mieć lekcje ze śpiewu, tańca i grania na pianinie, a na górze masz coś w stylu sypialni, jak się zmęczysz nie będziesz musiała iść do pałacu, tylko odpoczniesz tutaj- dopiero teraz zauważyłam, że nie doceniałam go. Obdarzył mnie teraz zaufaniem, a ja nie mogłam tego zepsuć.
-dziękuje- przytuliłam go mając łzy w oczach. Można powiedzieć że jestem dobrą aktorką co do takich spraw.- naprawdę bardzo mi się podoba. Mogę zajrzeć do środka?- po chwili już byłam w budynku. Faktycznie, na dole znajdowała się tylko kuchnia z łazienką i wielka sala z lustrami i pianinem na środku.
Na górzę natomiast łóżko, szafa, biurko i dwa krzesła. Pewnie do korków z matematyki.
Po oprowadzce musiałam wracać do pałacu, za chwilę przyjeżdżała El pomóc mi się szykować. Muszę się dowiedzieć czy Louis pojawi się na przyjęciu. Zaciekawił mnie ten chłopak... no bo wkońcu nie często można spotkać El z chłopakiem, który potrafi śpiewać... Wsiadłam szybko na konia. Pobiegłam szybko do łazienki. Umyłam włosy i wysuszyłam je, starannie wyszczotkowałam zęby. Lubiałam mieć świadomość że mój oddech pachnie miętą. Dla zabicia czasu zaczęłam oglądać jakieś czasopisma. Po jakiś 10 minutach przeszła Eleonor z jakąś trobą, w której najprawdopodobniej były ubrania na dzisiejszy wieczór. Poszłyśmy do garderoby.




Gdyby nie ona, nie miałabym w co się ubrać. Zabrałyśmy się za szukanie jakiejś bluzki.
- i jak tam z twoim Louisem? Pojawi się? No... Chyba że jest zmyślony, wtedy nie musisz go przyprowadzać- puściłam jej oczko. Uśmiechnęła się lekko
- to było tylko raz, a pozatym 3 lata temu. Oczywiście że przyjdzie, tylko może się trochę spóźnić, mówi że ma jakąś ważną próbę z zespołem... A i pytał się czy może ich zaprosić. Podobno są całkiem ogarnięci.
-pewnie, tylko niech nie piszą wszystkim że będą ze mną. Już i tak bd tam dużo paparazzi.
- no właśnie... Bo ja mu w pewien sposób... Znaczy... Ja mu nie powiedziałam kim jesteś
- a... To dobrze- poszłam do pomieszczenia w którym znajdowały się buty. Po wyszukiwaniu się wezwalam makijażystów. Po 45 minutach byłyśmy gotowe.

 Ja miałam na sobie:







A El:



 Wsiadłyśmy do limuzyny i pojechałyśmy do klubu. Czekało tam na mnie ok.20 osób. Zaczęli mi dawać prezenty. Mam nadzieję że domyślają się że mój tata ma na tyle dużo kasy, że wysarczy mi ubrań i kosmetyków i kupili mi coś orginalnego. Z każdą minutą przychodziło coraz więcej osób. Zaczęłam tańczyć do muzyki puszczanej właśnie przez jakiegoś DJ'a. Chwilę potem dołączyła się El i jeszcze jakaś dziewczyna. Chyba miała na imię Jessica. Tak... Jess, która siedzi za mn na angielskim. Gdy się zmęczyłyśmy poszłyśmy na małego drinka i zaczęłyśmy gadać o babskich sprawach. I tak w kółko- taniec i gadanie, taniec i gadanie. El po pewnym czasie dostała SMS'a, że jej książe na białym rumaku ma za chwilę do nas przyjechać. Nie ukrywam że byłam trochę podekscytowana. Był to jej pierwszy chłopak którym aż tak się chwaliła. Zazwyczaj przesyłała mi SMS'a że jest z kim, a po miesiącu dostawałam kolejnego, że to już skończone. Z nim było inaczej. Gadała mi o nim przy każdej możliwej okazji. Odruchowo poszłam za nią. Ciekawość wygrywała z kulturą. Oczywiście nie obyło się bez krótkiej wymiany zdań z gośćmi. Gdy w końcu doszłam do drzwi wejściowych, zobaczyłam El i trzech niczego sobie chłopaków. Ten przy dziewczynie to pewnie... Louis? Chyba tak miał na imię. A więc kim byli pozostali?
- Em... Vanessa... To jest Louis, Niall i Zayn. Chłopcy... Vanessa, moja przyjaciółka- przedstawiła nas sb. Uśmiechnęłam się i podałam im rękę.


______________________________________________________________________
Hej :)
Wiem, trochę kiczowate, ale jeszcze rozkręci się :P
Proszę bardzo o komentarze.

Ps. Mam wstawiać zdjęcia stroi czy wolicie opisywanie?

Pozdro A.

piątek, 29 marca 2013

Prolog

Obudziłam się jak zwykle wczesnym rankiem. Kiedyś należałam do osób, ktore lubią sobie pospać, niestety u mnie w domu jest to absolutnie wykluczone.Ale zdążylam się juz do tego przyzwyczaić. Zawsze musiałam przestrzegac tych surowych zasad. Od dziecka wpajano mi, ze aby być szanowana kobietą trzeba byc rozważną i skupiać się tylko na właściwym celu. Moi rodzice nie byli aż tak źli. Wystaczyło ich śłuchac, a przez jakieś 2 miesiące miałam wolne od przemówień, rozdań nagród itp.
-dzień dobry panienko, jak sie spało ?-jedna ze służących podeszla do mnie z blaszka na której znajdowąlo się śniadanie- ojciec panienki prosi o spotkanie zaraz po tym jak sie panienka wyszykuje
- ależ naturalnie Margaret, z checią zejdę na dół do ojca- uśmiechnęłam się na znak podziękowania. Strasznie denerwowało mnie jak ktoś zwraca się do mnie w aż tak oficjalny sposób, ale cóż... taka była jej praca i nie mogłam na to narzekać
Po zjedzeniu typowo brytyjskiego śniadania- podsmażonego boczku i jajek- poszlam się umyć. Odruchowo spojrząlam w lustro. BOŻE, jak ja wyglądam. Potszebowałam szybko pomocy fryzjera albo najlepiej magika. Tego dnia miałam do dyspozycji pełno śłużących, bo dzisiaj jest moje świeto i w szkole muszę wyglądać jak najlepiej. Odrazu poprosiłąm o odpowiednie osoby. Fryzjerzy siedzieli nad moimi włosami i odprawiali czarną magię, a styliści szukali w mojej gardorobie ubran na tą okazję. Na koniec przyszli makijażyści i zaczeli robic mn na bóstwo. Po tym wszystkim powróciłam do łazienki by zobczyć zupelnie odmienioną dziewczynę. Podziękowałam wszystkim za dobrze wykonana robote, umyłam szybko zęby i zeszłam na dół.
- Emm... John... wiesz może gdzie obecnie znajduje się mój ojciec?- lokajl zaprowadzil mnie do gabinetu.Niepewnie zapukalam w drzwi i weszlam do srodka.- hej tato- to właśnie w nim uwielbialam. moglam z nim rozmawiac jak córka z ojcem. Nie potrzebne były te wszystkie oficjalne zwroty- nie przeszkadzam ci?
- nie kochanie, wejdź. Mam do ciebie jedną malusieńką prośbę. Jak wrócisz ze szkoły, moglabys poświęcic mi chwile i pójśc ze mn do stajni?- jedyną rzeczą ja mnie w nim wkurzała było traktowanie mnie jak dziecko
-tak,pewnie. Sorry tato ale zaraz się spóźnię.- Usciskałam go na pozegnanie i pobieglam do limuzyny. I tak, oto jadę do szkoły w jeden z najważniejszych dni w moim zyciu- 17 urodziny. Nie mogę doczekać sie dalszego ciagu wydarzeń...



_________________________________________________________
Hej,
Wiem że trochę krótki, ale następne są dłuższe:)
Proszę o komentarze
A.